Pokazywanie postów oznaczonych etykietą <3. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą <3. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 czerwca 2018
niedziela, 3 czerwca 2018
You know, you got me...
...with the love and feeling.
Zakochałam się. W tym utworze.
Staram się. Zakochać w życiu na nowo.
Doceniam. Najdrobniejsze szczegóły i najbanalniejsze głupoty.
Wschody słońca o 5 rano w drodze do pracy.
Niewymuszone uśmiechy.
Bezinteresowne podarunki.
Wspólne myśli.
Nocne pobudki.
Nieprzeszkadzająca cisza.
Bycie. Razem.
niedziela, 27 maja 2018
piątek, 5 stycznia 2018
niedziela, 19 listopada 2017
Cieszę się jak dziecko z nowych pisaczków
Nowe brush pen'y do ćwiczeń kaligrafii, a to jeszcze nie wszystkie :) Pokazałabym jakiś napis zrobiony nimi, ale obsługa pisaka pędzelkowego wcale nie jest taka łatwa.. Ale się nie poddaję, ćwiczę i mam nadzieję, że kiedyś opanuję je do perfekcji
A tu coś do zregenerowania sił po ciężkich ćwiczeniach ;D
Chociaż jestem troszeczkę rozczarowana, bo ten krem jest raczej po prostu ciasteczkowy, niż ciasteczkowo korzenny, ale i tak jest pyszny.
Na szczęście przezorny zawsze zabezpieczony i wzięłam też ciastka korzenne, must have o tej porze roku :)
I wydaje mi się, że to dyskryminacja ciastek korzennych. Dlaczego pierniczki są dostępne cały rok, a ciastka korzenne nie?
poniedziałek, 2 października 2017
Nie jestem profesjonalną blogerką
Miał być wielki powrót tak ładnie od pierwszego dnia miesiąca, ale.. Ale zajęłam się innymi sprawami i taak jakoś wyszło :) Za to będzie od poniedziałku, nie ma tego złego itd.
Nawet jak tak znikam na trochę to tęsknię za tym. Za bzdurzeniem i dzieleniem się głupotami :) Może zacznę od tego, co zawsze było poruszane we wrześniu tutaj, czyli urodziny. Taak, kolejne, ale jakoś przeszło mi, nie przeżywam ich jakoś, ani nie czuję się staro, ani że czas mi upływa, ani nie wyglądam (oby jak najdłużej :)). I od mojego przyszłego męża (mam nadzieję, że on sobie zdaje z tego sprawę) dostałam takie piękne kwiaty. Zdjęcie mało oddaje ich urodę, musicie uwierzyć na słowo.
Dużo wolnego czasu poświęcam kaligrafii, handlettering'owi, hmm, ręcznemu pisaniu. Piórem, pisaki, ołówkiem, wszystkim.. Staram się regularnie ćwiczyć i mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła to wykorzystywać na co dzień, ale na razie to tylko bardzo luźne marzenia. Od początku roku również wyżywam się artystycznie w Bullet Journal i jestem bardzo zadowolona z rozwoju w tym zakresie :)
A baardzo dużo czasu, już od ponad 2 miesięcy zajmuje mi ten o to Słodziaczek jak śpi, Łobuz gdy nie śpi ;D
Ahh, nie ma to jak pisać o kaligrafii i niczego nie pokazać..
Może do następnego wpisu stworzę coś, co będzie się nadawało do pokazania :)
Nawet jak tak znikam na trochę to tęsknię za tym. Za bzdurzeniem i dzieleniem się głupotami :) Może zacznę od tego, co zawsze było poruszane we wrześniu tutaj, czyli urodziny. Taak, kolejne, ale jakoś przeszło mi, nie przeżywam ich jakoś, ani nie czuję się staro, ani że czas mi upływa, ani nie wyglądam (oby jak najdłużej :)). I od mojego przyszłego męża (mam nadzieję, że on sobie zdaje z tego sprawę) dostałam takie piękne kwiaty. Zdjęcie mało oddaje ich urodę, musicie uwierzyć na słowo.
Dużo wolnego czasu poświęcam kaligrafii, handlettering'owi, hmm, ręcznemu pisaniu. Piórem, pisaki, ołówkiem, wszystkim.. Staram się regularnie ćwiczyć i mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła to wykorzystywać na co dzień, ale na razie to tylko bardzo luźne marzenia. Od początku roku również wyżywam się artystycznie w Bullet Journal i jestem bardzo zadowolona z rozwoju w tym zakresie :)
A baardzo dużo czasu, już od ponad 2 miesięcy zajmuje mi ten o to Słodziaczek jak śpi, Łobuz gdy nie śpi ;D
Ahh, nie ma to jak pisać o kaligrafii i niczego nie pokazać..
Może do następnego wpisu stworzę coś, co będzie się nadawało do pokazania :)
czwartek, 9 marca 2017
środa, 5 października 2016
No words could ever help relieve this pain
Everyone keeps asking are we're okay
The truth is we're not but I don't know what to say
The truth is we're not but I don't know what to say
czwartek, 29 września 2016
2 tygodnie z mi band 2
Na wstępie zaznaczę, że ani ja nie jestem super pro aktywna fizycznie, ani nie przestrzegam do końca zasad noszenia tej opaski, ani nie jest to do końca recenzja. Takie o, po prostu moje przemyślenia po dwóch tygodniach.
Jestem zachwycona :) Jak ktoś nie wie to mi band 2 jest zegarkiem, krokomierzem i pulsometrem.
Po naciśnięciu przycisku (nie jest on wypukły, nie reaguje na ubrania, więc nie da się go nacisnąć przypadkowo) wyświetla nam się godzina, po kolejnym dotknięciu ilość kroków z dnia dzisiejszego, następnie liczba metrów, spalone kalorie, pomiar pulsu i na końcu procent baterii. Żeby się samo zaświeciło to trzeba podnieść rękę prostopadle do wzroku, ale tylko przyciskiem w dół, w drugą stronę się nie zaświeci, więc raczej nie ma opcji, by w nocy nam świeciło po twarzy.
Opaska jest wygodna, nawet dla takich chudych łapek jak moje. Myślałam, że będzie przeszkadzać w nocy, ale nic z tych rzeczy. Noszę ją cały czas, jest wodoodporna, więc w ogóle się o nią nie martwię. Powinno się ją nosić nad nadgarstkiem, dosyć ciasno, aby pomiar pulsu był jak najbardziej obiektywny, tak jak jest pokazane tutaj:
Jednakże ja wolę mieć oczko luźniej i móc sobie ją przesunąć bliżej dłoni. Aż tak mi nie zależy na dokładności pomiaru pulsu. Gdy noszę prawidłowo to wygląda tak:
Nie boli, nic się nie dzieje, po prostu się odbija na ręce.
Opaska ma również funkcję pomiaru snu, która u mnie się dosyć średnio sprawdza. Nie żebym się spodziewała cudów, ale.. Pokazuje mi czas spędzony w pozycji leżącej i stwierdza, że przespałam tyle czasu. Co czasami wychodzi dosyć śmiesznie :)
Jak ktoś jest bardzo dokładny to może edytować czas spania..
Albo się pochwalić ile przespał ;D Tak samo jest z krokami, a nawet pulsem.
Nie ma to jak udostępnić znajomym "patrzcie na mój puls" \o/
Poza tym opaska jest mega motywująca. Przynajmniej dla mnie, ja lubię mieć wszystko ładnie napisane. Gdy byłam chora i nie byłam w stanie zrobić mojego dziennego minimum to bardzo ubolewałam nad stratą pucharu ;C
Opaska ma parę innych ciekawych funkcji. Może wibrować jak ktoś dzwoni (przydatne dla kobiet, które noszą telefon w torebce), może budzić wibracjami, przypominać o aktywności fizycznej, gdy za długo się siedzi. I chyba tylko dla użytkowników telefonów Xiaomi może odblokowywać ekran telefonu. Wszystko za pomocą Bluetooth.
Mam ją tylko 2 tygodnie. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy faktycznie można z nią nurkować, czy zapięcie się nie psuje, czy kroki są liczone idealnie, ale to mało ważne. Jestem z niej bardzo zadowolona. Fajny gadżet. Polecam, kupujcie takie prezenty swoim dziewczynom :)
piątek, 11 grudnia 2015
Brandon Sanderson - Droga Królów
Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Droga Królów
Oryginalny tytuł: The Way of Kings
Cykl: Archiwum Burzowego Światła
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2014
Rok wydania oryginału: 2010
Ilość stron: 960
Cena z okładki: 59,00 zł
Ocena: 9,6/10
Powieść, która była pisana przez kilka lat, a pierwsze zarysy fabuły powstały kilkanaście temu. Ponad 900 stronicowa pozycja, a w czeluściach internetu wyczytane, że seria ma mieć dziesięć tomów. Tak, ja też miałam lekkie obawy przez rozpoczęciem tej lektury. Ta cegiełka stała sobie ładnie wyeksponowana na półce, a ja na nią ukradkiem spoglądałam. Aż w końcu nie wytrzymałam...
Nawet nie zamierzam próbować streszczać fabuły, bo jest to bardzo trudne zadanie. Przedstawię jedynie czwórkę naszych głównych bohaterów. Kaladin, młody, świetnie wyszkolony włócznik, były uczeń chirurga, który w wyniku pewnych wydarzeń zostaje niewolnikiem. Shallan, dziewczyna z pomniejszego rodu, która musi opuścić rodzinny dom, by znaleźć sposób na uratowanie najbliższych od bankructwa. Dalinar Kholin, arcyksiążę Alethkaru, jednego z królestw Rosharu, który po śmierci króla, swojego brata, stara się kierować słowami zawartymi w tytułowej "Drodze Królów", przez co naraża się na drwiny innych arcyksiążąt. Szeth, zabójca, który wykonuje wszystkie polecenia tego, kto ma jego Kamień Przysięgi.
Od pierwszych stron książki autor wrzuca nas na głęboką wodę. Na początku można być lekko przytłoczonym ilością złożonych elementów przedstawionego świata, lecz wraz z kolejnymi przerzuconymi stronami zaczyna się to wszystko układać w logiczną całość i poznajemy świat "Drogi Królów". A jaki to świat? Roshar jest zamieszkany przez kilka różnych ludów. Każdy ma swoją tradycję, zwyczaje, lecz nie wszystkie jest nam dane zgłębić dokładnie. Naszym głównym królestwem jest Alethkar i jest on rządzony przez jasnookich, a ciemnoocy muszą się im podporządkować. Niektórzy potrafią władać magią, a część jest uczonymi (głównie kobiety). Cały kraj nawiedzają nieujarzmione żywioły, w formie arcyburz, podczas których kamienie szlachetne napełniają się światłem, a jest to tutejsza waluta. Bardzo ważną rolę odgrywa religia oraz wydarzenia, które odbyły się wiele lat temu i mistyczne postacie zwane Świetlistymi, po których pozostały Odpryski. Zbroja oraz oręż, które powodują, że jest się prawie niezwyciężonym w walce. Świat, który przedstawił autor jest bardzo rozległy i szczegółowy, ale również tak przemyślany, że można być tylko pełnym podziwu dla Pana Sandersona. Chociaż to, że tylko kobiety uczą się pisać oraz czytać, a mężczyźni zajmują się walką mogło się zrodzić jedynie w męskim umyśle.
Od początku mamy wiele pytań, mało odpowiedzi, sporo zagadek, lecz troszkę cierpliwości i wszystko powoli się wyjaśnia. Ale to nie znaczy, że lektura jest trudna, nudna, bądź kłopotliwa. Według mnie wręcz przeciwnie, powoduje to, że jest niesamowicie wciągająca i tym bardziej chcemy wiedzieć, co kryje się na następnej stronie.
Trzeba również wspomnieć o kreacji bohaterów. Autor przedstawił nam skomplikowane charaktery ludzi wywodzących się z różnych warstw społecznych oraz dążących do różnych celów. W tym przypadku również dzieje się to stopniowo, dostajemy element układanki po elemencie. Nie, na szczęście, nie zostajemy zasypani całą górą klocków naraz.
"Droga Królów" to opowieść o honorze, dążeniu do ideałów, walce o władzę, a często również o życie. Pełna spisków, intryg, niejednokrotnie zaskakująca i zmieniająca tor akcji w najmniej oczekiwanym momencie. Cała księga jest wręcz przeniknięta emocjami bohaterów, a oni zmieniają się i dorastają na naszych oczach. Wszystko otoczone fantastycznym światem, mistrzowsko skonstruowanym, pełnym detali tak jak zwierzęta i unikalne rośliny.
Niesamowita. Wyjątkowa. Cudowna. Fantastyczna. Można by tak jeszcze dłużej wymieniać, bo ta książka na to zasługuje. Jestem całkowicie oczarowana i zakochana w "Drodze Królów" (jakby ktoś jeszcze tego nie zauważył). Jeden z lepszych tytułów jakie czytałam w swoim życiu. A jej wydanie... Ta cegiełka jest złota i nie, nie mówię tutaj złoceniu na jej okładce. Mapek oraz ilustracji jest mnóstwo, a ilość szczegółów widocznych na każdej z nich jest wprost zapierająca dech w piersiach. A nawet opis z tyłu okładki jest tak ułożony, że nie zdradza nam zbyt wiele fabuły, co wbrew pozorom nie jest takie oczywiste.
Bardzo ciężko jest polecić "Drogę Królów" w paru słowach. To kawał (dosyć gruby, nie da się ukryć) dobrego fanstasy. Niezwykłego. Podobnego w stylu do? Do nikogo. To jest pióro Brandona Sandersona, tylko i wyłącznie. Mimo pewnych niedogodności podczas czytania tak opasłego tomiszcza sięgnę po niego jeszcze nie raz, na pewno. A na półkę, gdzie sobie stoi, będę od tej pory spoglądać z niemałą czułością.
Tytuł: Droga Królów
Oryginalny tytuł: The Way of Kings
Cykl: Archiwum Burzowego Światła
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2014
Rok wydania oryginału: 2010
Ilość stron: 960
Cena z okładki: 59,00 zł
Ocena: 9,6/10
Powieść, która była pisana przez kilka lat, a pierwsze zarysy fabuły powstały kilkanaście temu. Ponad 900 stronicowa pozycja, a w czeluściach internetu wyczytane, że seria ma mieć dziesięć tomów. Tak, ja też miałam lekkie obawy przez rozpoczęciem tej lektury. Ta cegiełka stała sobie ładnie wyeksponowana na półce, a ja na nią ukradkiem spoglądałam. Aż w końcu nie wytrzymałam...
Nawet nie zamierzam próbować streszczać fabuły, bo jest to bardzo trudne zadanie. Przedstawię jedynie czwórkę naszych głównych bohaterów. Kaladin, młody, świetnie wyszkolony włócznik, były uczeń chirurga, który w wyniku pewnych wydarzeń zostaje niewolnikiem. Shallan, dziewczyna z pomniejszego rodu, która musi opuścić rodzinny dom, by znaleźć sposób na uratowanie najbliższych od bankructwa. Dalinar Kholin, arcyksiążę Alethkaru, jednego z królestw Rosharu, który po śmierci króla, swojego brata, stara się kierować słowami zawartymi w tytułowej "Drodze Królów", przez co naraża się na drwiny innych arcyksiążąt. Szeth, zabójca, który wykonuje wszystkie polecenia tego, kto ma jego Kamień Przysięgi.
Od pierwszych stron książki autor wrzuca nas na głęboką wodę. Na początku można być lekko przytłoczonym ilością złożonych elementów przedstawionego świata, lecz wraz z kolejnymi przerzuconymi stronami zaczyna się to wszystko układać w logiczną całość i poznajemy świat "Drogi Królów". A jaki to świat? Roshar jest zamieszkany przez kilka różnych ludów. Każdy ma swoją tradycję, zwyczaje, lecz nie wszystkie jest nam dane zgłębić dokładnie. Naszym głównym królestwem jest Alethkar i jest on rządzony przez jasnookich, a ciemnoocy muszą się im podporządkować. Niektórzy potrafią władać magią, a część jest uczonymi (głównie kobiety). Cały kraj nawiedzają nieujarzmione żywioły, w formie arcyburz, podczas których kamienie szlachetne napełniają się światłem, a jest to tutejsza waluta. Bardzo ważną rolę odgrywa religia oraz wydarzenia, które odbyły się wiele lat temu i mistyczne postacie zwane Świetlistymi, po których pozostały Odpryski. Zbroja oraz oręż, które powodują, że jest się prawie niezwyciężonym w walce. Świat, który przedstawił autor jest bardzo rozległy i szczegółowy, ale również tak przemyślany, że można być tylko pełnym podziwu dla Pana Sandersona. Chociaż to, że tylko kobiety uczą się pisać oraz czytać, a mężczyźni zajmują się walką mogło się zrodzić jedynie w męskim umyśle.
Od początku mamy wiele pytań, mało odpowiedzi, sporo zagadek, lecz troszkę cierpliwości i wszystko powoli się wyjaśnia. Ale to nie znaczy, że lektura jest trudna, nudna, bądź kłopotliwa. Według mnie wręcz przeciwnie, powoduje to, że jest niesamowicie wciągająca i tym bardziej chcemy wiedzieć, co kryje się na następnej stronie.
Trzeba również wspomnieć o kreacji bohaterów. Autor przedstawił nam skomplikowane charaktery ludzi wywodzących się z różnych warstw społecznych oraz dążących do różnych celów. W tym przypadku również dzieje się to stopniowo, dostajemy element układanki po elemencie. Nie, na szczęście, nie zostajemy zasypani całą górą klocków naraz.
"Droga Królów" to opowieść o honorze, dążeniu do ideałów, walce o władzę, a często również o życie. Pełna spisków, intryg, niejednokrotnie zaskakująca i zmieniająca tor akcji w najmniej oczekiwanym momencie. Cała księga jest wręcz przeniknięta emocjami bohaterów, a oni zmieniają się i dorastają na naszych oczach. Wszystko otoczone fantastycznym światem, mistrzowsko skonstruowanym, pełnym detali tak jak zwierzęta i unikalne rośliny.
Niesamowita. Wyjątkowa. Cudowna. Fantastyczna. Można by tak jeszcze dłużej wymieniać, bo ta książka na to zasługuje. Jestem całkowicie oczarowana i zakochana w "Drodze Królów" (jakby ktoś jeszcze tego nie zauważył). Jeden z lepszych tytułów jakie czytałam w swoim życiu. A jej wydanie... Ta cegiełka jest złota i nie, nie mówię tutaj złoceniu na jej okładce. Mapek oraz ilustracji jest mnóstwo, a ilość szczegółów widocznych na każdej z nich jest wprost zapierająca dech w piersiach. A nawet opis z tyłu okładki jest tak ułożony, że nie zdradza nam zbyt wiele fabuły, co wbrew pozorom nie jest takie oczywiste.
Bardzo ciężko jest polecić "Drogę Królów" w paru słowach. To kawał (dosyć gruby, nie da się ukryć) dobrego fanstasy. Niezwykłego. Podobnego w stylu do? Do nikogo. To jest pióro Brandona Sandersona, tylko i wyłącznie. Mimo pewnych niedogodności podczas czytania tak opasłego tomiszcza sięgnę po niego jeszcze nie raz, na pewno. A na półkę, gdzie sobie stoi, będę od tej pory spoglądać z niemałą czułością.
poniedziałek, 12 października 2015
Zaczarowany las - kolorowanka
Johanna Basford - Zaczarowany las. Kolejna miłość. Musiałam coś kupić żeby nie zacząć kolorować kalendarza przed styczniem i jest tak ogromny wybór takich kolorowanek. Byłam w szoku, ale wybrałam coś, co zostało wydane w ostatnim czasie i jestem bardzo zadowolona. Wzory są cudowne :) Mimo padania na pysiek po przyjściu do domu zaczęłam od jeżyka, bo aż łapki się rwały do tego. I może ja dziwnie koloruje, może jest coś nie tak ze mną, ale nawet taki jeż zajął mi dosyć sporo czasu. Ale nie, nie, nie uważam tych paru godzin za zmarnowane, pod żadnym pozorem :)
Cena z okładki to 24,90 i za tyle kupiłam. 96 stron w miarę grubych, ale rysunki są po obydwóch stronach kartki, więc mogłyby być trochę grubsze. Tak, tak, narzekam :) I miękka okładka, więc na kolorowanie w podróży też się średnio nadaje.
Kredek używam takich dokładnie, tylko tych. Przy zakupie kierowałam się tym, żeby były miękkie (super soft)
sobota, 10 października 2015
Królestwo Zmierzchu (podsumowanie, lisicowe wywody)
Skończyłam czytać Królestwo Zmierzchu Toma Lloyd'a. Całe 5 tomów, w zasadzie wczoraj wieczorem. Praktycznie dzisiaj rano dokończyłam epilog. Czemu tak na raty? Bo tego ostatniego tomu nie byłam w stanie przeczytać "na raz". Odkładałam, grymasiłam, denerwowałam się.
Polecam, to niepodważalnie, ale.. Ah, jest tyle ale.. Postaram się pisać ogólnikowo, ale nie obiecuję, nie radziłabym tego czytać osobom, które się zastanawiają nad serią. Do tego może wystarczy to: klik!
Jakie jest Królestwo Zmierzchu? Porywające, ciekawe, rozbudowane, wciągające. Ilość miejsc i bohaterów o jakich nam opowiada autor jest bardzo pokaźna. Lokalizacje urzekają, a postacie ukazują przed czytelnikami dusze. Opisy emocji i przeżyć powodują, że nawet ktoś, kto jest tylko chwilowo w powieści, zyskuje naszą sympatię. A niektórzy kradną serce, od początku i niezaprzeczalnie, Mihn, Zhia, Doranei. Ah, ten Doranei.. Będzie mi się śnił po nocach chyba ;)
Główny bohater początkowo jest chłopcem, który żałuje tego, że jest wyjątkowym białookim, bo powoduje to same szykany. Zmienia się w następcę tronu, którego ludzie szanują. Dostrzega, że może w życiu zdziałać coś wielkiego. A to nie jest jego ostatnia metamorfoza w cyklu. Isak jest osobą, która potrafi poświęcić wszystko dla innych. Według mnie jest bardzo dobrze wykreowaną główną postacią, nie daje nam się nudzić ani przez chwilę.
Bogowie. Hm, to nie pierwsza seria, którą czytałam, w której bogowie nie są do końca idealni. Ci z Krain snują swoje intrygi mieszając w to śmiertelników. W trakcie zapominają, że ktoś może spiskować przeciwko nim, a to przecież już kiedyś się wydarzyło w historii. Akurat bogowie według mnie mogliby się częściej pojawiać. Niektórych poznaliśmy bardziej, ale większość tylko z imienia. (5 grubych tomów i mało jej).
Od pierwszego tomu widać, że było to pisane z myślą o serii, cyklu. I trzeba tak to czytać. Czasami czegoś autor nie wyjaśnia od razu, ale wystarczy poczekać i już wszystko wiemy. Przerwy między tomami nie zawsze są długie, czasem trwają jeden oddech. Proponuję zatem zaopatrzyć się w całą serię i wtedy zacząć czytać :) Czasami autor sam zapomina o tym, że to cykl i nam przypomina o rzeczach, które wiemy. Ale nie takich konkretnych, gdzie dany bohater był w poprzednim tomie, że teraz jest tu, ale np. o tym, że ma taki i taki charakter, dlatego powiedział to i to. Panie Tomie, my to wiemy, my czytaliśmy poprzednie tomy.
Nie wiem, co mam napisać. Naprawdę bardzo rzadko tak mam, że po skończeniu książki czuję.. Pustkę? Chyba to dobre określenie... Przez ostatni miesiąc żyłam Krainami, magią czaszek, śmiertelnymi aspektami bogów, wampirami, smokami, miłościami, przyjaźniami, pojedynkami i masą, masą innych cudownych rzeczy. Przepadłam w ten świat całkowicie i nie wiem, kiedy sięgnę po jakiś inny tytuł.
Strasznie zagmatwane, ale dokładnie tak mam w głowie :) Polecam koniecznie, każdemu, kto lubi fantastykę. Autor może nie jest mistrzem pióra, ale więcej jest plusów.
Nie zapominajmy o Hulf'ie, zrobił robotę :)
sobota, 26 września 2015
52 tygodnie z rysunkami, które inspirują
"Wszystko zależy od Ciebie. (...) Nie ograniczaj wyobraźni! Wszystko jest możliwe: czerwone żonkile, różowe słoneczniki i jabłoń z błękitnymi jabłkami. Dlaczego nie?
Gdy masz coś trudnego do załatwienia w tym tygodniu, chwyć żółtą kredkę i rozświetl swój świat, by stał się weselszy. To naprawdę pomaga - jak liczenie do dziesięciu, gdy potrzebujesz chwili refleksji, ale o ile jest przyjemniejsze."
Może jestem dziwna, ale naprawdę się ekscytuję takimi drobnymi rzeczami jak kalendarz. Po prostu się w nim zakochałam, jest cudowny w każdym calu :) W twardej okładce, troszkę większy niż A5 (podejrzewam, że to B ileśtam, ale nie znam się na tych rozmiarach) z grubymi kartkami papieru.
Cena z okładki to 19,90 ale ja kupiłam na aros.pl za około 13zł (nie, nikt mi za to nie płaci, niestety! ;)) I ten kalendarz nie jest tylko dla młodych, moja mama jak go zobaczyła to chciała go dla siebie. Ahh, łapki mi się same rwą, ale grzecznie czekam do stycznia.
wtorek, 15 września 2015
poniedziałek, 13 lipca 2015
Towary na rynku miłości
" - Prawie każdy facet o zdrowych (albo chorych) zmysłach chce być "rycerzem", taaak, "szlachetny rycerz", który ma swoją księżniczkę, brzmi beznadziejnie, nie? Ale tak często jest.. Taki facet chce kogoś chronić, ochraniać przed wszelkim złem, czyli podsumowując większość mężczyzn o zdrowych zmysłach (lub nie) szuka słabej "księżniczki", którą będą mogli chronić
- Do tego chyba nie muszę dodawać, że kierując się tym czymś, jesteś całkiem gorącym i rozchwytywanym towarem na rynku miłości? "
Nie ma to jak w ładny sposób powiedzieć komuś, że jest sierotą -,-
sobota, 17 stycznia 2015
piątek, 21 listopada 2014
środa, 14 sierpnia 2013
"KłapouszeQ"
Co ja znalazłam O,o nie wiem ile to ma lat, ale na pewno duuużo :D ale to taaaakie słodkie *.*
Boję się zawartości mojego dysku
piątek, 10 sierpnia 2012
piątek, 25 listopada 2011
You took my heart
Miałam dzisiaj aparat w rękach pierwszy raz od ponad 2 tygodni. A i tak niepotrzebnie... Nie widzę już kadrów, dobrego światła, nie mam pomysłów. Oglądam stare zdjęcia, nie myślałam, że mam ich aż tyle... Nawet przy tych sprzed 20 miesięcy, pamiętam miejsce i sytuację jaka temu towarzyszyła. Te wspomnienia się nie "wytrą" z mojej pamięci...
Zachwycam się moją matematyką - same zamknięte pytania wystarczają do zdania matury, i załamuje moim pisaniem w języku angielskim, ale też będzie zdana...
Zachwycam się moją matematyką - same zamknięte pytania wystarczają do zdania matury, i załamuje moim pisaniem w języku angielskim, ale też będzie zdana...
Zapętlam się w słuchaniu Within Temptation.
"Could have been forever.
Now we have reached the end..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































