Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 marca 2017

Czy poniedziałek może się zacząć lepiej?


Obudzić się w poniedziałek rano obok miłości Twojego życia i zobaczyć nieprzeczytaną wiadomość, że zamówienie o numerze jakimśtam czeka w wybranym salonie Empik (nie jest to reklama, niestety!) 

Ulubiony autor, więc jakoś samo mi się zapomniało, że miałam nie kupować książek :) Będą się ładnie komponować z resztą Sanderson'ów na półce. Tylko kiedy ja to przeczytam, jak jestem w połowie Wax'a i Wayne'a hmm.. 


sobota, 25 lutego 2017

Cudowna sobota



Po wczorajszych wichurach dzisiaj piękny dzień. Idealny na spacer :) Wybrałam się w poszukiwaniu nowego kubeczka i udało mi się zapolować na ostatni z kotkami. Jestem z siebie dumna. 
Po powrocie trzeba było go od razu przetestować i tak, kawa smakuje w nim całkiem nieźle :) 

Do tego wpadłam na przesłodkie spinacze z pandami i nie dało się ich nie wziąć. No przynajmniej ja nie potrafię przejść obojętnie obok ośmiu małych pand (wiecznie małe dziecko :)) 



niedziela, 19 lutego 2017

Ciężkie powroty

Lisiczka ostatnio troszkę przepadła (tak, znowu, wiem, wiem), ale obiecuję się poprawić.
Styczeń upłynął dosyć chorobowo, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo leżąc w łóżeczku można czytać i jeszcze więcej czytać, więc skończyłam połowę Sandersona, Z Mgły Zrodzonego, ajj cudo :) Jak to ten autor ma w zwyczaju.
Kiedy miałam dość czytania to ponownie wróciłam do nauki hiszpańskiego i trwa to dalej o dziwo. Jak ktoś szuka fajnej aplikacji do nauki języka obcego to polecam Memrise, przynajmniej jeśli chodzi o hiszpański to lepsza od Duolingo.
A jak miałam już całkowicie dość leżenia pod kołderką to ćwiczyłam kaligrafię i co jest najdziwniejsze, że to mnie pochłonęło najbardziej. Drugi miesiąc ćwiczę Palmera, do tego teraz nauka pisania brushpen'ami, co jest denerwujące jak mało co, ale nie poddaję się :)


środa, 11 stycznia 2017

Mało rzeczy cieszy równie mocno, co nowe książki




Odebrałam dzisiaj i aaaj, cieszę się jak dziecko :) 
Uwielbiam Brandona Sandersona i ta seria już za mną chodziła długi czas. Cały czas słyszałam jak szeleszczą te książki. Nie mogę się doczekać aż wpadnę w ten świat :) 

Ale najpierw coś, co podbiło moje serce już samą okładką, która jest prześliczna. Amerykańscy Bogowie, z którymi grzejemy się razem pod kocykiem w te mroźne dni.


Moim największym problemem obecnie jest to, gdzie ja ustawię te nowe książki.. Lubię jak jest równo albo po kolei wg wysokości, szerokości, dobrane kolorem.. Poza tym to całkiem w porządku :) Układanie biblioteczki zajmuje mi troszkę czasu, ale to takie przyjemne i ta satysfakcja jak się skończy i jest pięknie. Muszę pomyśleć nad ich nowym domem, na razie Zbyszek musi ich popilnować przez chwilkę :) 
Czepiam się książek na tyle, że już zdążyłam zauważyć, że jeden z tomów Sandersona ma granatową wstążeczkę, gdy reszta ma bordową, jak to tak.. 

wtorek, 6 września 2016

Tahereh Mafi - Dotyk Julii

Autor: Tahereh Mafi
Tytuł: Dotyk Julii
Oryginalny tytuł: Shatter Me
Cykl: Dotyk Julii
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2012
Rok wydania oryginału: 2011
Ilość stron: 336
Cena z okładki: 34,90 zł
Ocena: 7/10



Przyznam się, że dosyć sceptycznie podchodziłam do tej książki. Spodziewałam młodzieżowego romansidła z nutą fantastyki w tle. Jednakże, zachęcona bardzo pozytywnymi opiniami innych czytelników, skusiłam się i... Jestem zachwycona.

Główna bohaterka, siedemnastoletnia Julia jest zamknięta w szpitalu psychiatrycznym. Nie ma kontaktu z innymi ludźmi, ani ze światem zewnętrznym. Jest odizolowana, ponieważ zagraża społeczeństwu. Jej dotyk zabija. Od ponad 260 dni żyje zupełnie sama w niewielkiej celi, gdzie każdy dzień wygląda tak samo. Udaje jej się nie zwariować dzięki notatnikowi, gdzie zapisuje wszystkie swoje przemyślenia oraz małemu oknie, przez które może patrzeć na fragment nieba i czekać aż zobaczy lecącego ptaka. Ale nie ma już zwierząt, które by latały. Kilka lat wcześniej, przez nadmierną ingerencję człowieka, natura zaczęła wariować. Władzę nad światem przejął Komitet Odnowy, który pod pozorem odnowy Ziemi, wprowadził na niej terror wśród mieszkańców, którzy muszą żyć w wyznaczonych osiedlach w ciągłym strachu.

Możecie sobie wyobrazić żyć z myślą, że nigdy nie będziecie mogli bezpiecznie kogoś dotknąć? Że nikt nie będzie mógł dotknąć Was? Że przez zupełny przypadek można kogoś skrzywdzić...

Książka jest napisana w pierwszej osobie w czasie teraźniejszym, co powoduje, że łatwiej nam się utożsamić z główną bohaterką. Emocje wręcz wylewają się ze stron i otulają czytelnika. Julia wypowiada się używając ogromnej ilości rozbudowanych metafor i barwnych porównań. Sama zazwyczaj nie przepadam za takim stylem, ale w tym wypadku jest to niesamowite. Mnogość użytych środków stylistycznych pasuje do tej książki. Pasuje do Julii. Nie można się oderwać od czytania, chyba że po to, żeby wziąć głęboki oddech ;)

Bohaterowie, choć w większości młodzi, przez świat, w jakim im przyszło żyć, zachowują się nad wyraz dojrzale. Pojawia się również wątek miłosny (jakby mogło go nie być), ale jest on wykreowany bardzo przyjemnie. Fabuła może nie zaskakuje, ale nie pozwala nam się nudzić ani chwilę. Nie jest to książka, która zdyskwalifikuje wszystkie inne, jakie dotąd przeczytaliście i wpadnie rozmachem na podium, lecz mimo to uważam, że naprawdę warto. Czyta się ją na tyle przyjemnie, że na pewno nie będą to zmarnowane chwile. Dotyk Julii to świetny debiut Tahereh Mafi i był pisany z myślą o serii, więc lepiej zaopatrzcie się od razu we wszystkie tomy, żeby nie było przykrej niespodzianki.  

wtorek, 7 czerwca 2016

O tym jak drobnostki potrafią zmienić dzień


Siedząc sobie w pośrednictwie pracy (chyba tak to się nazywa) i czekając aż Pani zorganizuje rozwiązanie umowy o pracę, nie ukrywam, byłam dosyć smutną lisiczką. Musiałam zrezygnować z kolejnej pracy z powodów niezależnych ode mnie, czułam się dosyć średnio, a pogoda była taka, jakby niebo miało spaść nam na głowy za moment (albo któryś ze słoni miał gorszy dzień i się wiercił ;). W każdym razie siedziałam sobie jako taka mała, przybita sierotka na krzesełku, a przechodzący obok Pan, gdy zrównał się ze mną, powiedział "smile". Tylko jedno słowo. A raczej było to coś w stylu "smaaaajl". I nie to żeby mnie podrywał, bo powiedział to w zasadzie do mojego ucha, po prostu tak o. Niby nic, ale takie miłe.. 


Dawno mnie nie było, stęskniłam się :) 
A ile książek przeczytałam ostatnio.. Średni ostatni Pratchett, ale Zwiadowcy <3 Jest o czym pisać, natomiast Ziemiomorza chyba nigdy nie skończę.. A tu kolejna cegiełka czeka tej Pani





sobota, 30 stycznia 2016

But it’s never enough no

Ajj, przerwa się troszeczkę przeciągnęła, przepraszam. Ale każdemu należy się czasem urlop, prawda? Prawda Lisku, prawda.. A styczeń upłynął specyficznie. Sporo spacerów, takich piętnastotysięcznych pod względem kroków, w deszczu, mrozie, śniegu oraz roztapiającym się śniegu. Ale chyba deszcz był najlepszy.. Spacery w deszczu mają coś takiego w sobie.
I sporo czytania też się udało. Jeśli ktoś odpadł w trakcie i zraził się do Metra 2033 to polecam przebrnąć, dalej jest lepiej, a ostatni tom 2035 jest całkiem dobry.
I założyłam sobie (w sumie to było założone już dawno, ale zaczęłam używać) konto na lubimyczytać.pl i polecam. To fantastyczne, chociaż przypomnieć sobie co się czytało jest, wbrew pozorom, okropnie trudne. Ale udało mi się już odkopać parę takich rzeczy, które pamiętałam jak przez mgłę i jestem z siebie dumna. Choć pewnie będę zbierać te książki jeszcze długo :)


niedziela, 20 grudnia 2015

Jaka książka sprawiła, że zacząłeś czytać?


Zastanawiam się nad tym już od lipca lub sierpnia. Wtedy bowiem czytałam "Znalezione nie kradzione" Stephena Kinga, akcja tam toczyła się wokół serii książek i taki oto fragment przykuł mą uwagę na tyle, że przestałam czytać, a zaczęłam się nad tym zastanawiać.

Dla czytelników jednym z najbardziej elektryzujących odkryć jest właśnie to, że są czytelnikami - że nie tylko potrafią czytać, ale że są w tym zakochani. Beznadziejnie. Bez reszty. Pierwszej książki, która to sprawi nie zapomina się nigdy. Każda strona niesie nowe objawienie, nowy ogień i zachyt: "Tak! Właśnie tak jest! Tak! Też to widziałem!" I oczywiście: "Ja też tak myślę! Ja też tak CZUJĘ!".

Zapytałam wtedy rodziców, oni pamiętają od czego, a w połowie nawet, całą sytuację jak zaczęli czytać. Rozmyślałam nad tym, aż w końcu wypadło mi to troszkę z głowy. Do czasu, gdy sięgnęłam po "Cień Wiatru" Carlosa Ruiza Zafona i ta zagwozdka wróciła, z siłą kowadła.

Kiedyś usłyszałem, jak jeden z klientów ojca powiedział w księgarni, że niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą pałac, do którego, wcześniej czy później - i nieważne, ile w tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć - wrócimy.

Jakkolwiek bardzo nie próbuję sobie przypomnieć, ja nie pamiętam. Nie mam pojęcia. Wiem, że w domu zawsze były książki, lubiłam je, mimo że nauczyłam się czytać dopiero w podstawówce. Po paru miesiącach pierwszej klasy w ramach lekcji była wycieczka do pobliskiej dziecięcej biblioteki miejskiej. Teraz jak się zastanawiam to nie wiem czemu, przecież była też szkolna. W każdym razie Pani ładnie opowiadała o wszystkim, pokazywała katalogi i wyrabiała karty biblioteczne. Wiem, że zaczęłam tam bardzo chętnie bywać i wypożyczać różne różności, ale jednocześnie pamiętam, że jedną z pierwszych lektur był Kopciuszek. Taka sporego formatu cieniutka książeczka i jej nie przeczytałam do końca. Czemu, przecież uwielbiałam Disney'owskiego Kopciuszka, to podobno jedna z moich ulubionych bajek z wczesnych lat. Może miałam już przesyt. I co czytałam później? Na pewno coś czytałam, ale nie pamiętam co. Oo, Dzieci z Bullerbyn też nie skończyłam, jakaś niechęć do lektur od małego i została na stałe. Później miałam cudowną nauczycielkę od języka polskiego i przy niej zaczęłam czytać naprawdę sporo ciekawych rzeczy, niekoniecznie dla dzieci w tym wieku. Harry Potter nie, Tolkien nie, jakiś King nie, nie wiem, nie mam pojęcia co było moją pierwszą miłością. Może można kochać książki tak o, po prostu, bez tego impulsu. Od zawsze..

piątek, 11 grudnia 2015

Brandon Sanderson - Droga Królów

Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Droga Królów
Oryginalny tytuł: The Way of Kings
Cykl: Archiwum Burzowego Światła
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2014
Rok wydania oryginału: 2010
Ilość stron: 960
Cena z okładki: 59,00 zł
Ocena: 9,6/10



Powieść, która była pisana przez kilka lat, a pierwsze zarysy fabuły powstały kilkanaście temu. Ponad 900 stronicowa pozycja, a w czeluściach internetu wyczytane, że seria ma mieć dziesięć tomów. Tak, ja też miałam lekkie obawy przez rozpoczęciem tej lektury. Ta cegiełka stała sobie ładnie wyeksponowana na półce, a ja na nią ukradkiem spoglądałam. Aż w końcu nie wytrzymałam...

Nawet nie zamierzam próbować streszczać fabuły, bo jest to bardzo trudne zadanie. Przedstawię jedynie czwórkę naszych głównych bohaterów. Kaladin, młody, świetnie wyszkolony włócznik, były uczeń chirurga, który w wyniku pewnych wydarzeń zostaje niewolnikiem. Shallan, dziewczyna z pomniejszego rodu, która musi opuścić rodzinny dom, by znaleźć sposób na uratowanie najbliższych od bankructwa. Dalinar Kholin, arcyksiążę Alethkaru, jednego z królestw Rosharu, który po śmierci króla, swojego brata, stara się kierować słowami zawartymi w tytułowej "Drodze Królów", przez co naraża się na drwiny innych arcyksiążąt. Szeth, zabójca, który wykonuje wszystkie polecenia tego, kto ma jego Kamień Przysięgi.

Od pierwszych stron książki autor wrzuca nas na głęboką wodę. Na początku można być lekko przytłoczonym ilością złożonych elementów przedstawionego świata, lecz wraz z kolejnymi przerzuconymi stronami zaczyna się to wszystko układać w logiczną całość i poznajemy świat "Drogi Królów". A jaki to świat? Roshar jest zamieszkany przez kilka różnych ludów. Każdy ma swoją tradycję, zwyczaje, lecz nie wszystkie jest nam dane zgłębić dokładnie. Naszym głównym królestwem jest Alethkar i jest on rządzony przez jasnookich, a ciemnoocy muszą się im podporządkować. Niektórzy potrafią władać magią, a część jest uczonymi (głównie kobiety). Cały kraj nawiedzają nieujarzmione żywioły, w formie arcyburz, podczas których kamienie szlachetne napełniają się światłem, a jest to tutejsza waluta. Bardzo ważną rolę odgrywa religia oraz wydarzenia, które odbyły się wiele lat temu i mistyczne postacie zwane Świetlistymi, po których pozostały Odpryski. Zbroja oraz oręż, które powodują, że jest się prawie niezwyciężonym w walce. Świat, który przedstawił autor jest bardzo rozległy i szczegółowy, ale również tak przemyślany, że można być tylko pełnym podziwu dla Pana Sandersona. Chociaż to, że tylko kobiety uczą się pisać oraz czytać, a mężczyźni zajmują się walką mogło się zrodzić jedynie w męskim umyśle.

Od początku mamy wiele pytań, mało odpowiedzi, sporo zagadek, lecz troszkę cierpliwości i wszystko powoli się wyjaśnia. Ale to nie znaczy, że lektura jest trudna, nudna, bądź kłopotliwa. Według mnie wręcz przeciwnie, powoduje to, że jest niesamowicie wciągająca i tym bardziej chcemy wiedzieć, co kryje się na następnej stronie.

Trzeba również wspomnieć o kreacji bohaterów. Autor przedstawił nam skomplikowane charaktery ludzi wywodzących się z różnych warstw społecznych oraz dążących do różnych celów. W tym przypadku również dzieje się to stopniowo, dostajemy element układanki po elemencie. Nie, na szczęście, nie zostajemy zasypani całą górą klocków naraz.

"Droga Królów" to opowieść o honorze, dążeniu do ideałów, walce o władzę, a często również o życie. Pełna spisków, intryg, niejednokrotnie zaskakująca i zmieniająca tor akcji w najmniej oczekiwanym momencie. Cała księga jest wręcz przeniknięta emocjami bohaterów, a oni zmieniają się i dorastają na naszych oczach. Wszystko otoczone fantastycznym światem, mistrzowsko skonstruowanym, pełnym detali tak jak zwierzęta i unikalne rośliny.

Niesamowita. Wyjątkowa. Cudowna. Fantastyczna. Można by tak jeszcze dłużej wymieniać, bo ta książka na to zasługuje. Jestem całkowicie oczarowana i zakochana w "Drodze Królów" (jakby ktoś jeszcze tego nie zauważył). Jeden z lepszych tytułów jakie czytałam w swoim życiu. A jej wydanie... Ta cegiełka jest złota i nie, nie mówię tutaj złoceniu na jej okładce. Mapek oraz ilustracji jest mnóstwo, a ilość szczegółów widocznych na każdej z nich jest wprost zapierająca dech w piersiach. A nawet opis z tyłu okładki jest tak ułożony, że nie zdradza nam zbyt wiele fabuły, co wbrew pozorom nie jest takie oczywiste.

Bardzo ciężko jest polecić "Drogę Królów" w paru słowach. To kawał (dosyć gruby, nie da się ukryć) dobrego fanstasy. Niezwykłego. Podobnego w stylu do? Do nikogo. To jest pióro Brandona Sandersona, tylko i wyłącznie. Mimo pewnych niedogodności podczas czytania tak opasłego tomiszcza sięgnę po niego jeszcze nie raz, na pewno. A na półkę, gdzie sobie stoi, będę od tej pory spoglądać z niemałą czułością.

środa, 9 grudnia 2015

We get what we deserve




Ajj, przecudowne.. Można zamknąć oczy i słuchać, i słuchać... 




Skończyłam czytać, w końcu, wreszcie, ale mam taki mały smuteczek, że to już. I tworzę słowa, o tej serii trzeba coś napisać. Może nie tworzę, a łączę. O, to ładne. Łączę słowa :) 

niedziela, 6 grudnia 2015

Do grzecznych lisków Mikołaj zawsze przychodzi


I nie wiem kogo to bardziej bawi. Mnie, czy moich rodziców :)
Dzień dziecka też jest obowiązkowy, mimo iż "dzieciaczki" troszkę stare już :)

niedziela, 8 listopada 2015

Erin Morgenstern - Cyrk Nocy

Autor: Erin Morgenstern
Tytuł: Cyrk Nocy
Oryginalny tytuł: The Night Cirkus
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Rok wydania oryginału: 2011
Ilość stron: 432
Cena z okładki: 39,90 zł
Ocena: 9/10




Cyrk pojawia się niespodziewanie i tak samo nagle znika. Nikt nie zostaje do niego zaproszony, nigdzie nie jest to ogłaszane, a tłumy i tak do niego ściągają. On przyciąga i hipnotyzuje od pierwszego ujrzenia misternie kutej żelaznej bramy i zawieszonej na niej tabliczki "Otwarcie o zmierzchu". Mimo dziwnej pory działania cyrku, bo można do niego wejść tylko i wyłącznie nocą, widzisz wokół mnóstwo innych ludzi. Lecz wybór namiotów w czarno-białe paski jest tak ogromny, że nie wiesz od którego zacząć. W każdym jest coś innego, a nie starczy Ci czasu, by obejrzeć wszystko. Ten cyrk jest areną, ale dlaczego akurat Ty, drogi czytelniku, miałbyś o tym wiedzieć, skoro nawet uczestnicy tej niezwykłej walki nie zdają sobie z tego sprawy. Dwójka naszych bohaterów, których poznajemy, gdy są jeszcze dziećmi, są marionetkami w tej wieloletniej grze. I nie będzie to taki zwykły pojedynek, bowiem nie jest to zwykła opowieść.

Mogę się założyć o wszystko, dać sobie łapkę odciąć (ale tą lewą ;)), że większość ludzi nie lubi cyrków. Kojarzą im się z nieśmiesznymi klaunami, umęczonymi zwierzętami i watą cukrową. Chociaż to ostatnie jest chyba najlepsze z całokształtu, mimo to ja nie przepadam. Nigdy nie lubiłam, nawet jako dziecko, ale nie o tym... Le Cirque des Reves jest zupełnie inny. Pozbawiony kolorów, bo wszystko zachowane jest w czerni i bieli, od kostiumów artystów po opakowania na cukierki. Niektóre namioty są ogromne, inne bardzo malutkie. Ścieżki wiją się między nimi, zdawać się zapętlać bez końca. Harmonijność tego miejsca, unoszący się zapach słodyczy, mnogość atrakcji, ale nie nachalnych, a delikatnych i subtelnych powodują, że nie ma się ochoty wychodzić stamtąd. Cyrk Snów jest zaczarowany.

Każdy, kto przeczytał powieść Erin Morgenstern wie jak trudno jest mówić o tej książce. Autorka czaruje słowami od pierwszych stron do ostatnich. Przedstawia nam opowieść, którą czytając czujemy się jakbyśmy byli uczestnikiem tych wydarzeń. Przez kartki książki czuć zapach karmelu, gdy oddajemy się lekturze o tym magicznym miejscu. Lecz wydaje mi się, że jest to jedna z tych książek, które się uwielbia z całego serca, bądź nienawidzi. Mnie Cyrk Nocy całkowicie zauroczył, porwał w prestidigitatorski świat i wiem, że sięgnę po niego jeszcze nie raz.

Ani prześliczna okładka, ani żaden, obojętnie jak dokładny opis nie jest w stanie oddać klimatu tej powieści. Ją trzeba samemu przeczytać, poczuć tą XIX wieczną atmosferę, magię, miłość. Polecam każdemu, naprawdę niesamowita opowieść.




Nie jest to standardowa recenzja, ale ja nie jestem standardowym lisem i nie potrafię pisać standardowo. Czasami lubię w jednym zdaniu użyć trzy razy tego samego słowa ;)

wtorek, 20 października 2015

Książki, książki, więcej książków



Spakowałam tonę książek, ale cosik dla siebie udało mi się wybrać. Wstyd, że nie czytałam niektórych rzeczy, wiem, ale lepiej późno niż wcale :) Niektóre wzięłam, bo.. Tak, po prostu mnie zainteresowały. Wszystkie są starsze od Lisiczki ^^ Wytarłam każdą po kolei szmatką, nabrały trochę kolorów, okładki im się powyginały, w końcu to pierwsza wilgoć od 20 lat. Ale już mnie kochają, to widać po nich. Znalazłam im miejsce na półeczce i jest ślicznie. 

A przy okazji można znaleźć takie o to skarbusie ukryte w książkach :) 


Kiedy ja to wszystko przeczytam..? 

sobota, 10 października 2015

Królestwo Zmierzchu (podsumowanie, lisicowe wywody)


Skończyłam czytać Królestwo Zmierzchu Toma Lloyd'a. Całe 5 tomów, w zasadzie wczoraj wieczorem. Praktycznie dzisiaj rano dokończyłam epilog. Czemu tak na raty? Bo tego ostatniego tomu nie byłam w stanie przeczytać "na raz". Odkładałam, grymasiłam, denerwowałam się.
Polecam, to niepodważalnie, ale.. Ah, jest tyle ale.. Postaram się pisać ogólnikowo, ale nie obiecuję, nie radziłabym tego czytać osobom, które się zastanawiają nad serią. Do tego może wystarczy to: klik!

Jakie jest Królestwo Zmierzchu? Porywające, ciekawe, rozbudowane, wciągające. Ilość miejsc i bohaterów o jakich nam opowiada autor jest bardzo pokaźna. Lokalizacje urzekają, a postacie ukazują przed czytelnikami dusze. Opisy emocji i przeżyć powodują, że nawet ktoś, kto jest tylko chwilowo w powieści, zyskuje naszą sympatię. A niektórzy kradną serce, od początku i niezaprzeczalnie, Mihn, Zhia, Doranei. Ah, ten Doranei.. Będzie mi się śnił po nocach chyba ;)

Główny bohater początkowo jest chłopcem, który żałuje tego, że jest wyjątkowym białookim, bo powoduje to same szykany. Zmienia się w następcę tronu, którego ludzie szanują. Dostrzega, że może w życiu zdziałać coś wielkiego. A to nie jest jego ostatnia metamorfoza w cyklu. Isak jest osobą, która potrafi poświęcić wszystko dla innych. Według mnie jest bardzo dobrze wykreowaną główną postacią, nie daje nam się nudzić ani przez chwilę.

Bogowie. Hm, to nie pierwsza seria, którą czytałam, w której bogowie nie są do końca idealni. Ci z Krain snują swoje intrygi mieszając w to śmiertelników. W trakcie zapominają, że ktoś może spiskować przeciwko nim, a to przecież już kiedyś się wydarzyło w historii. Akurat bogowie według mnie mogliby się częściej pojawiać. Niektórych poznaliśmy bardziej, ale większość tylko z imienia. (5 grubych tomów i mało jej).

Od pierwszego tomu widać, że było to pisane z myślą o serii, cyklu. I trzeba tak to czytać. Czasami czegoś autor nie wyjaśnia od razu, ale wystarczy poczekać i już wszystko wiemy. Przerwy między tomami nie zawsze są długie, czasem trwają jeden oddech. Proponuję zatem zaopatrzyć się w całą serię i wtedy zacząć czytać :) Czasami autor sam zapomina o tym, że to cykl i nam przypomina o rzeczach, które wiemy. Ale nie takich konkretnych, gdzie dany bohater był w poprzednim tomie, że teraz jest tu, ale np. o tym, że ma taki i taki charakter, dlatego powiedział to i to. Panie Tomie, my to wiemy, my czytaliśmy poprzednie tomy.

Nie wiem, co mam napisać. Naprawdę bardzo rzadko tak mam, że po skończeniu książki czuję.. Pustkę? Chyba to dobre określenie... Przez ostatni miesiąc żyłam Krainami, magią czaszek, śmiertelnymi aspektami bogów, wampirami, smokami, miłościami, przyjaźniami, pojedynkami i masą, masą innych cudownych rzeczy. Przepadłam w ten świat całkowicie i nie wiem, kiedy sięgnę po jakiś inny tytuł.


Strasznie zagmatwane, ale dokładnie tak mam w głowie :) Polecam koniecznie, każdemu, kto lubi fantastykę. Autor może nie jest mistrzem pióra, ale więcej jest plusów.

Nie zapominajmy o Hulf'ie, zrobił robotę :) 

piątek, 2 października 2015

Tom Lloyd - Siewca Burzy

Autor: Tom Lloyd
Tytuł: Siewca Burzy
Oryginalny tytuł: The Stormcaller
Cykl: Królestwo Zmierzchu
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2008
Rok wydania oryginału: 2006
Ilość stron: 496
Cena z okładki: 39,90 zł
Ocena: 8/10




Istnieje świat, gdzie co pewien czas rodzą się dzieci z białymi tęczówkami. Białoocy, bo tak są nazywani, już od pierwszych chwil życia górują wielkością nad normalnymi ludźmi. To powoduje, że kobieta rodząc takie dziecko, najczęściej ginie. Tak właśnie przyszedł na świat nasz główny bohater, Isak. Poznajemy go w momencie, gdy podróżuje z taborem, jest pogardzany przez wszystkich współtowarzyszy, nawet ojca. Tylko jeden człowiek, były żołnierz, zwraca się do chłopca z szacunkiem. Isak marzy, że tak jak on, dostanie się pałacowej, elitarnej wojskowej jednostki. Jednakże bogowie, którzy rządzą światem, mają inne plany. Białooki staje się pionkiem na planszy w ich grze, a zostaje wrzucony w samo jej centrum, w bardzo trudnym okresie dla tych krain.

Od razu widać tutaj popularny motyw "od zera do bohatera", jednak w tym przypadku nie jest to takie banalne. Autor wykreował naprawdę rozległy świat ze sporą ilością bohaterów, polityką i bogami. To, plus skakanie z wątku na wątek oraz niedopowiadanie pewnych rzeczy, na początku potrafi trochę zdezorientować, lecz trzeba mieć na uwadze, że książka była pisana jako pierwszy tom z serii. Wszystko się wyjaśnia z czasem. Miałam mieszane uczucia przez pierwsze kilkaset stron, ale później świat mnie całkowicie oczarował i porwał ze sobą. Siewca Burzy jest bardzo dobrym fantasy, wciągającym i urzekającym swą fabułą oraz kreacją świata. Jestem przekonana, że każdy zwolennik tego gatunku będzie zadowolony z tej lektury.

To debiutancka powieść Toma Lloyda, ma kilka wad, lecz zalety stanowczo nad nimi górują. Po skończeniu, od razu ma się ochotę wziąć do rąk drugi tom z cyklu Królestwa Zmierzchu. Polecam gorąco każdemu, kto chce zatracić się w fantastycznym świecie, poczuć konsekwencje wyborów bohaterów, trochę poczarować oraz wiele, wiele więcej :) 


Dopiero się uczę pisać takie rzeczy, proszę o rady i sugestie :) 

sobota, 26 września 2015

52 tygodnie z rysunkami, które inspirują


"Wszystko zależy od Ciebie. (...) Nie ograniczaj wyobraźni! Wszystko jest możliwe: czerwone żonkile, różowe słoneczniki i jabłoń z błękitnymi jabłkami. Dlaczego nie?
Gdy masz coś trudnego do załatwienia w tym tygodniu, chwyć żółtą kredkę i rozświetl swój świat, by stał się weselszy. To naprawdę pomaga - jak liczenie do dziesięciu, gdy potrzebujesz chwili refleksji, ale o ile jest przyjemniejsze."





Może jestem dziwna, ale naprawdę się ekscytuję takimi drobnymi rzeczami jak kalendarz. Po prostu się w nim zakochałam, jest cudowny w każdym calu :) W twardej okładce, troszkę większy niż A5 (podejrzewam, że to B ileśtam, ale nie znam się na tych rozmiarach) z grubymi kartkami papieru.
Cena z okładki to 19,90 ale ja kupiłam na aros.pl za około 13zł (nie, nikt mi za to nie płaci, niestety! ;)) I ten kalendarz nie jest tylko dla młodych, moja mama jak go zobaczyła to chciała go dla siebie. Ahh, łapki mi się same rwą, ale grzecznie czekam do stycznia.

poniedziałek, 21 września 2015

Prezenty urodzinowe dotarły ;3


Taak, wszystkie rzeczy kupione w miesiącu urodzin zaliczają się do prezentów. Trzeba sobie jakoś to tłumaczyć :) I zamówiłam kolejne książki.. Eh, uzależnienie od literek

Wbrew pozorom to 'coś' robiące zdjęcia w telefonie jest nazywane aparatem ^^
I w końcu mam swoje prywatne Lśnienie i będę mogła wreszcie przeczytać Doktora Sen, Doktora Snu? Eh, te polskie tytuły, Doctor Sleep King'a :)

sobota, 5 września 2015

You cut me through



Tom Lloyd - Królestwo Zmierzchu
Lisiątko przytargało z biblioteki całą serię, podobno dobra. Nie ukrywam, że liczę na to :) 
Ale to dopiero jak skończę to:

Graham Masterton - Pogromca wampirów
Książka, którą jestem bardzo, ale to bardzo pozytywnie zaskoczona. Zaczęłam czytać z braku innych literek, a tu całkiem przyjemny tytuł. Ostatnimi czasy trafiałam na gorsze powieści tego Pana. 


Za to bardzo rozczarowujące jest: 

Milka - Chips Ahoy!
Halo Milko, jesteś Milką, powinnaś być lepsza..

E.Wedel - Karmelove! z wafelkami
Ta już jest lepsza, biała karmelowa pycha, ale te wafelki.. 
Meh 

W dalszym ciągu nic nie przebija ciasteczkowej czekolady ze Szwecji. 
Nie wybiera się nikt do Szwecji? Tak przy okazji ja poprosiłabym o kilka czekolad.. ^^ 


Za to ostatnia z nowości jest przeeepyszna. I polecam:

inka z orkiszem
Smakuje inaczej niż większość kaw zbożowych dostępnych w sklepach. Jak ktoś nie może się przekonać do takiej kawy to polecam spróbować tej :) 





I nie ma to jak wybrać się po buty, a kupić bluzę, bluzkę, bluzkę, bluzkę, sok z mango, jogurt, czekoladę, kawę zbożową, płatki kokosowe i błonnik z siemieniem lnianym. Dwie ostatnie rzeczy, o dziwo, wypatrzył brat po wcześniejszym skrzywieniu się na widok pólek ze zdrową żywnością. 

środa, 28 stycznia 2015