niedziela, 19 lutego 2017

Ciężkie powroty

Lisiczka ostatnio troszkę przepadła (tak, znowu, wiem, wiem), ale obiecuję się poprawić.
Styczeń upłynął dosyć chorobowo, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo leżąc w łóżeczku można czytać i jeszcze więcej czytać, więc skończyłam połowę Sandersona, Z Mgły Zrodzonego, ajj cudo :) Jak to ten autor ma w zwyczaju.
Kiedy miałam dość czytania to ponownie wróciłam do nauki hiszpańskiego i trwa to dalej o dziwo. Jak ktoś szuka fajnej aplikacji do nauki języka obcego to polecam Memrise, przynajmniej jeśli chodzi o hiszpański to lepsza od Duolingo.
A jak miałam już całkowicie dość leżenia pod kołderką to ćwiczyłam kaligrafię i co jest najdziwniejsze, że to mnie pochłonęło najbardziej. Drugi miesiąc ćwiczę Palmera, do tego teraz nauka pisania brushpen'ami, co jest denerwujące jak mało co, ale nie poddaję się :)


środa, 11 stycznia 2017

Mało rzeczy cieszy równie mocno, co nowe książki




Odebrałam dzisiaj i aaaj, cieszę się jak dziecko :) 
Uwielbiam Brandona Sandersona i ta seria już za mną chodziła długi czas. Cały czas słyszałam jak szeleszczą te książki. Nie mogę się doczekać aż wpadnę w ten świat :) 

Ale najpierw coś, co podbiło moje serce już samą okładką, która jest prześliczna. Amerykańscy Bogowie, z którymi grzejemy się razem pod kocykiem w te mroźne dni.


Moim największym problemem obecnie jest to, gdzie ja ustawię te nowe książki.. Lubię jak jest równo albo po kolei wg wysokości, szerokości, dobrane kolorem.. Poza tym to całkiem w porządku :) Układanie biblioteczki zajmuje mi troszkę czasu, ale to takie przyjemne i ta satysfakcja jak się skończy i jest pięknie. Muszę pomyśleć nad ich nowym domem, na razie Zbyszek musi ich popilnować przez chwilkę :) 
Czepiam się książek na tyle, że już zdążyłam zauważyć, że jeden z tomów Sandersona ma granatową wstążeczkę, gdy reszta ma bordową, jak to tak.. 

czwartek, 5 stycznia 2017

Nowy rok to wielki poniedziałek w postanowieniach


Czy Wy też macie postanowienia na 2017? Postanowienia, do których podchodzicie pełni entuzjazmu? Z czasem coraz mniejszym, aż po paru tygodniach (optymistycznie miesiącach) zapominacie lub całkowicie świadomie rezygnujecie z nich tylko po to żeby pod koniec grudnia doznać olśnienia i próbować coś "odhaczyć" z listy. Tak, z tym mi się kojarzą postanowienia noworoczne :) Nie mówię, że u każdego tak to wygląda, ale wydaje mi się, że jest to dosyć częste. To jak z odchudzaniem "od poniedziałku".


Czy ja mam postanowienia? W zeszłym roku nie miałam żadnych, a znalazłam miłość mojego życia (w zasadzie to ona mnie ;)), więc ich brak nie wyklucza dobrego roku. Ale mam coś w charakterze małych celów, które nie są ściśle ograniczone ramami, że trzeba zrobić to i to dokładnie lub np. nie jeść słodyczy (no nie oszukujmy się i tak będę jadła). I troszkę ciężko przy nich stwierdzić, kiedy i czy w ogóle zostaną zaliczone :)


Wszystkiego dobrego w tym roku, obyście byli szczęśliwi i trzymajcie się cieplutko, polecam kocyś i herbatkę :)