niedziela, 3 czerwca 2018

You know, you got me...



...with the love and feeling.

Zakochałam się. W tym utworze. 
Staram się. Zakochać w życiu na nowo. 
Doceniam. Najdrobniejsze szczegóły i najbanalniejsze głupoty. 
Wschody słońca o 5 rano w drodze do pracy. 
Niewymuszone uśmiechy. 
Bezinteresowne podarunki. 
Wspólne myśli. 
Nocne pobudki. 
Nieprzeszkadzająca cisza. 
Bycie. Razem. 

niedziela, 19 listopada 2017

Cieszę się jak dziecko z nowych pisaczków



Nowe brush pen'y do ćwiczeń kaligrafii, a to jeszcze nie wszystkie :) Pokazałabym jakiś napis zrobiony nimi, ale obsługa pisaka pędzelkowego wcale nie jest taka łatwa.. Ale się nie poddaję, ćwiczę i mam nadzieję, że kiedyś opanuję je do perfekcji 

A tu coś do zregenerowania sił po ciężkich ćwiczeniach ;D 


Chociaż jestem troszeczkę rozczarowana, bo ten krem jest raczej po prostu ciasteczkowy, niż ciasteczkowo korzenny, ale i tak jest pyszny.
Na szczęście przezorny zawsze zabezpieczony i wzięłam też ciastka korzenne, must have o tej porze roku :) 


I wydaje mi się, że to dyskryminacja ciastek korzennych. Dlaczego pierniczki są dostępne cały rok, a ciastka korzenne nie? 


niedziela, 5 listopada 2017

Z cyklu udaję, że się zdrowo odżywiam

Parę rzeczy, które widziałam pierwszy raz i wydają mi się całkiem całkiem :) 

Przecierowe soczki, jeden z chia, drugi ze znikomą ilością płatków. Były różne smaki. 


 Niekoniecznie zdrowe sądząc po ilości czekolady na wierzchu, ale w takim "dizajnerskim" opakowanku to nie mogłam nie spróbować 

Ii przepyszne musli, które znalazłam tylko w jednej biedronce. 8,99zł i żałuję, że nie wzięłam od razu więcej. 


I jeszcze przyszły ze mną koktajle w proszku, takie do rozmieszania z wodą, ale nie jestem do nich przekonana, później pokażę :) 


poniedziałek, 2 października 2017

Nie jestem profesjonalną blogerką

Miał być wielki powrót tak ładnie od pierwszego dnia miesiąca, ale.. Ale zajęłam się innymi sprawami i taak jakoś wyszło :) Za to będzie od poniedziałku, nie ma tego złego itd.

Nawet jak tak znikam na trochę to tęsknię za tym. Za bzdurzeniem i dzieleniem się głupotami :) Może zacznę od tego, co zawsze było poruszane we wrześniu tutaj, czyli urodziny. Taak, kolejne, ale jakoś przeszło mi, nie przeżywam ich jakoś, ani nie czuję się staro, ani że czas mi upływa, ani nie wyglądam (oby jak najdłużej :)). I od mojego przyszłego męża (mam nadzieję, że on sobie zdaje z tego sprawę) dostałam takie piękne kwiaty. Zdjęcie mało oddaje ich urodę, musicie uwierzyć na słowo.



Dużo wolnego czasu poświęcam kaligrafii, handlettering'owi, hmm, ręcznemu pisaniu. Piórem, pisaki, ołówkiem, wszystkim.. Staram się regularnie ćwiczyć i mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła to wykorzystywać na co dzień, ale na razie to tylko bardzo luźne marzenia. Od początku roku również wyżywam się artystycznie w Bullet Journal i jestem bardzo zadowolona z rozwoju w tym zakresie :)

A baardzo dużo czasu, już od ponad 2 miesięcy zajmuje mi ten o to Słodziaczek jak śpi, Łobuz gdy nie śpi ;D



Ahh, nie ma to jak pisać o kaligrafii i niczego nie pokazać..
Może do następnego wpisu stworzę coś, co będzie się nadawało do pokazania :)

poniedziałek, 13 marca 2017

Czy poniedziałek może się zacząć lepiej?


Obudzić się w poniedziałek rano obok miłości Twojego życia i zobaczyć nieprzeczytaną wiadomość, że zamówienie o numerze jakimśtam czeka w wybranym salonie Empik (nie jest to reklama, niestety!) 

Ulubiony autor, więc jakoś samo mi się zapomniało, że miałam nie kupować książek :) Będą się ładnie komponować z resztą Sanderson'ów na półce. Tylko kiedy ja to przeczytam, jak jestem w połowie Wax'a i Wayne'a hmm.. 


czwartek, 9 marca 2017

niedziela, 5 marca 2017

Gdzie jest moje ciastko?!



Może to nie sernik, ale ciasteczkami żaden lisek też nie pogardzi. Znalazłam dzisiaj takie śliczne w Lidlu w takim fajnym "eko" opakowaniu (tak, zwracam uwagę na opakowanie). Co prawda jak na mój gust trochę mało słodkie, ale dobre ciastka. Można je uznać za zdrowe ciastka? Ciastka bez wyrzutów sumienia. 


sobota, 25 lutego 2017

Cudowna sobota



Po wczorajszych wichurach dzisiaj piękny dzień. Idealny na spacer :) Wybrałam się w poszukiwaniu nowego kubeczka i udało mi się zapolować na ostatni z kotkami. Jestem z siebie dumna. 
Po powrocie trzeba było go od razu przetestować i tak, kawa smakuje w nim całkiem nieźle :) 

Do tego wpadłam na przesłodkie spinacze z pandami i nie dało się ich nie wziąć. No przynajmniej ja nie potrafię przejść obojętnie obok ośmiu małych pand (wiecznie małe dziecko :)) 



niedziela, 19 lutego 2017

Ciężkie powroty

Lisiczka ostatnio troszkę przepadła (tak, znowu, wiem, wiem), ale obiecuję się poprawić.
Styczeń upłynął dosyć chorobowo, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo leżąc w łóżeczku można czytać i jeszcze więcej czytać, więc skończyłam połowę Sandersona, Z Mgły Zrodzonego, ajj cudo :) Jak to ten autor ma w zwyczaju.
Kiedy miałam dość czytania to ponownie wróciłam do nauki hiszpańskiego i trwa to dalej o dziwo. Jak ktoś szuka fajnej aplikacji do nauki języka obcego to polecam Memrise, przynajmniej jeśli chodzi o hiszpański to lepsza od Duolingo.
A jak miałam już całkowicie dość leżenia pod kołderką to ćwiczyłam kaligrafię i co jest najdziwniejsze, że to mnie pochłonęło najbardziej. Drugi miesiąc ćwiczę Palmera, do tego teraz nauka pisania brushpen'ami, co jest denerwujące jak mało co, ale nie poddaję się :)


środa, 11 stycznia 2017

Mało rzeczy cieszy równie mocno, co nowe książki




Odebrałam dzisiaj i aaaj, cieszę się jak dziecko :) 
Uwielbiam Brandona Sandersona i ta seria już za mną chodziła długi czas. Cały czas słyszałam jak szeleszczą te książki. Nie mogę się doczekać aż wpadnę w ten świat :) 

Ale najpierw coś, co podbiło moje serce już samą okładką, która jest prześliczna. Amerykańscy Bogowie, z którymi grzejemy się razem pod kocykiem w te mroźne dni.


Moim największym problemem obecnie jest to, gdzie ja ustawię te nowe książki.. Lubię jak jest równo albo po kolei wg wysokości, szerokości, dobrane kolorem.. Poza tym to całkiem w porządku :) Układanie biblioteczki zajmuje mi troszkę czasu, ale to takie przyjemne i ta satysfakcja jak się skończy i jest pięknie. Muszę pomyśleć nad ich nowym domem, na razie Zbyszek musi ich popilnować przez chwilkę :) 
Czepiam się książek na tyle, że już zdążyłam zauważyć, że jeden z tomów Sandersona ma granatową wstążeczkę, gdy reszta ma bordową, jak to tak.. 

czwartek, 5 stycznia 2017

Nowy rok to wielki poniedziałek w postanowieniach


Czy Wy też macie postanowienia na 2017? Postanowienia, do których podchodzicie pełni entuzjazmu? Z czasem coraz mniejszym, aż po paru tygodniach (optymistycznie miesiącach) zapominacie lub całkowicie świadomie rezygnujecie z nich tylko po to żeby pod koniec grudnia doznać olśnienia i próbować coś "odhaczyć" z listy. Tak, z tym mi się kojarzą postanowienia noworoczne :) Nie mówię, że u każdego tak to wygląda, ale wydaje mi się, że jest to dosyć częste. To jak z odchudzaniem "od poniedziałku".


Czy ja mam postanowienia? W zeszłym roku nie miałam żadnych, a znalazłam miłość mojego życia (w zasadzie to ona mnie ;)), więc ich brak nie wyklucza dobrego roku. Ale mam coś w charakterze małych celów, które nie są ściśle ograniczone ramami, że trzeba zrobić to i to dokładnie lub np. nie jeść słodyczy (no nie oszukujmy się i tak będę jadła). I troszkę ciężko przy nich stwierdzić, kiedy i czy w ogóle zostaną zaliczone :)


Wszystkiego dobrego w tym roku, obyście byli szczęśliwi i trzymajcie się cieplutko, polecam kocyś i herbatkę :)


wtorek, 18 października 2016

All we do is hide away

Miało być dużo postów, regularnie, aktywnie, super i tak dalej, ale... No właśnie ale. Lisicę chyba dopadła jesienna depresja. Albo chociaż brak humoru i chęci na wszystko. Jedna recenzja napisana półtora tygodnia temu, czeka na zredagowanie (może jakieś dobre duszki się nad nią zlitują ^^), druga w głowie (tutaj może lepiej, żeby duszki nie ingerowały). Obydwie muszą się ukazać :)

Z ciekawych rzeczy to ostatnio sporo interesuję się Project Life. Chyba zainwestuję i zacznę od stycznia. Oraz Bullet Journal, jednakże co to do tego nie jestem pewna.. Biorąc pod uwagę jak wygląda mój kalendarz to obawiam się, że to nie dla mnie. Ale na pewno równie ciekawe.


Macie, przynajmniej obejrzyjcie coś pięknego do tego marudzenia :) 


Ajj, śliczne

środa, 5 października 2016

czwartek, 29 września 2016

2 tygodnie z mi band 2

Na wstępie zaznaczę, że ani ja nie jestem super pro aktywna fizycznie, ani nie przestrzegam do końca zasad noszenia tej opaski, ani nie jest to do końca recenzja. Takie o, po prostu moje przemyślenia po dwóch tygodniach. 

Jestem zachwycona :) Jak ktoś nie wie to mi band 2 jest zegarkiem, krokomierzem i pulsometrem. 


Po naciśnięciu przycisku (nie jest on wypukły, nie reaguje na ubrania, więc nie da się go nacisnąć przypadkowo) wyświetla nam się godzina, po kolejnym dotknięciu ilość kroków z dnia dzisiejszego, następnie liczba metrów, spalone kalorie, pomiar pulsu i na końcu procent baterii. Żeby się samo zaświeciło to trzeba podnieść rękę prostopadle do wzroku, ale tylko przyciskiem w dół, w drugą stronę się nie zaświeci, więc raczej nie ma opcji, by w nocy nam świeciło po twarzy. 

Opaska jest wygodna, nawet dla takich chudych łapek jak moje. Myślałam, że będzie przeszkadzać w nocy, ale nic z tych rzeczy. Noszę ją cały czas, jest wodoodporna, więc w ogóle się o nią nie martwię. Powinno się ją nosić nad nadgarstkiem, dosyć ciasno, aby pomiar pulsu był jak najbardziej obiektywny, tak jak jest pokazane tutaj: 


Jednakże ja wolę mieć oczko luźniej i móc sobie ją przesunąć bliżej dłoni. Aż tak mi nie zależy na dokładności pomiaru pulsu. Gdy noszę prawidłowo to wygląda tak: 



Nie boli, nic się nie dzieje, po prostu się odbija na ręce. 

Opaska ma również funkcję pomiaru snu, która u mnie się dosyć średnio sprawdza. Nie żebym się spodziewała cudów, ale.. Pokazuje mi czas spędzony w pozycji leżącej i stwierdza, że przespałam tyle czasu. Co czasami wychodzi dosyć śmiesznie :) 



Jak ktoś jest bardzo dokładny to może edytować czas spania.. 


Albo się pochwalić ile przespał ;D Tak samo jest z krokami, a nawet pulsem. 
Nie ma to jak udostępnić znajomym "patrzcie na mój puls" \o/


Poza tym opaska jest mega motywująca. Przynajmniej dla mnie, ja lubię mieć wszystko ładnie napisane. Gdy byłam chora i nie byłam w stanie zrobić mojego dziennego minimum to bardzo ubolewałam nad stratą pucharu ;C 



Opaska ma parę innych ciekawych funkcji. Może wibrować jak ktoś dzwoni (przydatne dla kobiet, które noszą telefon w torebce), może budzić wibracjami, przypominać o aktywności fizycznej, gdy za długo się siedzi. I chyba tylko dla użytkowników telefonów Xiaomi może odblokowywać ekran telefonu. Wszystko za pomocą Bluetooth. 


Mam ją tylko 2 tygodnie. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy faktycznie można z nią nurkować, czy zapięcie się nie psuje, czy kroki są liczone idealnie, ale to mało ważne. Jestem z niej bardzo zadowolona. Fajny gadżet. Polecam, kupujcie takie prezenty swoim dziewczynom :) 








niedziela, 11 września 2016

24 fakty z okazji 24 urodzin



Nie, niestety nie żartuję i mam już 24 lata (powiedziałam to, uff)
Tak, wiem że nie wyglądam. Nic nie poradzę :) 


  1. Jestem uzależniona od kawy.
  2. Nie jestem przesądna.
  3. Mam wszystkie cechy mojego znaku zodiaku, czyli Panny.
  4. Miłościami mojego życia są książki, muzyka i fotografia.
  5. Chciałabym pisać książki, ale tego nie potrafię. Chciałabym tworzyć muzykę, ale tego też nie potrafię. I uwielbiam robić zdjęcia, mimo iż tego nie potrafię, a co :)
  6. Marzę o tym, by zamieszkać w Hiszpanii, lub chociaż wyjechać na miesiąc, bądź dwa.
  7. Nie ukończenie studiów zawsze będę uważała za największą porażkę w moim życiu.
  8. Jestem wredna i złośliwa, kiedy ktoś na to zasłuży to nawet bardzo.
  9. Kiedy kocham to całkowicie, bezgranicznie.
  10. Nie wyobrażam sobie życia bez książek, lubię je dotykać, ustawiać, przestawiać, głaskać, mieć. I czytać! Oczywiście czytać też.
  11. Mam anorektyczne spojrzenie na swoje ciało, nie pomaga waga, rozmiar ubrań, nic.
  12. Uważam, że wieczór z książką i dobrą herbatą to cudownie spędzony czas, obojętnie od dnia tygodnia.
  13. Rozmawiam ze zwierzętami, tak jak z ludźmi.
  14. Zdarza mi rozmawiać z rzeczami, ale ćśś :)
  15. Większość mojej szafy jest w kolorze czarnym, szarym i fioletowym. Inne kolory można spotkać w pojedynczych sztukach.
  16. Chciałabym się zdrowo odżywiać, ale nie potrafię być w tym postanowieniu konsekwentna.
  17. Uważam, że uprzejmość, nawet dla obcych ludzi, nic nas nie kosztuje i warto o tym pamiętać.
  18. Jestem sentymentalna, bardzo, okropnie.
  19. Muszę być przykryta, gdy śpię. Nawet w lato, co bywa kłopotliwe.
  20. Nie lubię oglądać telewizji.
  21. W całym życiu wypaliłam może z 5 papierosów.
  22. Uwielbiam wszelkiego rodzaju prace manualne/plastyczne. Kolorowanie, składanie, wycinanie, wyszywanie itd.
  23. Jestem dosyć zamknięta w sobie. Ciężko mi zaufać innym, mówić o swoich uczuciach.
  24. Chcę się doskonalić, być lepszą osobą (mam dla kogo się starać :)).



wtorek, 6 września 2016

Tahereh Mafi - Dotyk Julii

Autor: Tahereh Mafi
Tytuł: Dotyk Julii
Oryginalny tytuł: Shatter Me
Cykl: Dotyk Julii
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2012
Rok wydania oryginału: 2011
Ilość stron: 336
Cena z okładki: 34,90 zł
Ocena: 7/10



Przyznam się, że dosyć sceptycznie podchodziłam do tej książki. Spodziewałam młodzieżowego romansidła z nutą fantastyki w tle. Jednakże, zachęcona bardzo pozytywnymi opiniami innych czytelników, skusiłam się i... Jestem zachwycona.

Główna bohaterka, siedemnastoletnia Julia jest zamknięta w szpitalu psychiatrycznym. Nie ma kontaktu z innymi ludźmi, ani ze światem zewnętrznym. Jest odizolowana, ponieważ zagraża społeczeństwu. Jej dotyk zabija. Od ponad 260 dni żyje zupełnie sama w niewielkiej celi, gdzie każdy dzień wygląda tak samo. Udaje jej się nie zwariować dzięki notatnikowi, gdzie zapisuje wszystkie swoje przemyślenia oraz małemu oknie, przez które może patrzeć na fragment nieba i czekać aż zobaczy lecącego ptaka. Ale nie ma już zwierząt, które by latały. Kilka lat wcześniej, przez nadmierną ingerencję człowieka, natura zaczęła wariować. Władzę nad światem przejął Komitet Odnowy, który pod pozorem odnowy Ziemi, wprowadził na niej terror wśród mieszkańców, którzy muszą żyć w wyznaczonych osiedlach w ciągłym strachu.

Możecie sobie wyobrazić żyć z myślą, że nigdy nie będziecie mogli bezpiecznie kogoś dotknąć? Że nikt nie będzie mógł dotknąć Was? Że przez zupełny przypadek można kogoś skrzywdzić...

Książka jest napisana w pierwszej osobie w czasie teraźniejszym, co powoduje, że łatwiej nam się utożsamić z główną bohaterką. Emocje wręcz wylewają się ze stron i otulają czytelnika. Julia wypowiada się używając ogromnej ilości rozbudowanych metafor i barwnych porównań. Sama zazwyczaj nie przepadam za takim stylem, ale w tym wypadku jest to niesamowite. Mnogość użytych środków stylistycznych pasuje do tej książki. Pasuje do Julii. Nie można się oderwać od czytania, chyba że po to, żeby wziąć głęboki oddech ;)

Bohaterowie, choć w większości młodzi, przez świat, w jakim im przyszło żyć, zachowują się nad wyraz dojrzale. Pojawia się również wątek miłosny (jakby mogło go nie być), ale jest on wykreowany bardzo przyjemnie. Fabuła może nie zaskakuje, ale nie pozwala nam się nudzić ani chwilę. Nie jest to książka, która zdyskwalifikuje wszystkie inne, jakie dotąd przeczytaliście i wpadnie rozmachem na podium, lecz mimo to uważam, że naprawdę warto. Czyta się ją na tyle przyjemnie, że na pewno nie będą to zmarnowane chwile. Dotyk Julii to świetny debiut Tahereh Mafi i był pisany z myślą o serii, więc lepiej zaopatrzcie się od razu we wszystkie tomy, żeby nie było przykrej niespodzianki.